Bogaty świat zatruwa biedny. Powstają góry elektrośmieci  Wraz z świata

Temat: Indie

  • "Szansa dla polskich przedsiębiorców". Premier o obietnicy szefa chińskiego rządu
  • Rozmowy USA-Chiny. Trump podał graniczną datę
  • Chińska gospodarka wyhamowała. Najgorsze wiadomości od prawie 30 lat
  • Amerykanie zadowoleni z spotkania w Pekinie. "Rozmowy przebiegają bardzo dobrze! "
  • Projekt budżetu na 2019 dwanaście miesięcy do komisji sejmowych

Telefony, komputery, lodówki, lub pralki psują się coraz to szybciej. Po co? Abyśmy kupili nowe. Tak napędzamy gospodarkę i napełniamy kieszenie koncernom. Jednak te nie zaakceptować martwią się o drugie życie swoich produktów. Duża liczba z nich nie zostanie przetworzona. Zamiast tego trafi do biednych krajów Afryki, czy Azji tworząc góry trujących elektrośmieci.

Świat zasypywany jest górami elektrośmieci. Przyczynia się do owego każdy z nas. Nabywamy więcej niż potrzebujemy, bo mistrzowie marketingu wmówili nam, że zasługujemy na solidniejsze życie. Wykreowali w nas potrzeby, które musimy osiągnąć, aby choć przez chwilkę poczuć się dobrze.

Kupujemy, zużywamy i wyrzucamy, a potrzeb nie ubywa. Wprost przeciwnie jest ich raz za razem więcej. Tak samo, jak przychodzi śmieci, których nie zobaczymy. A one są jak i również trafiają tam, gdzie według prostu nie chcemy spoglądać, aby nie popsuć osobiście przyjemności. W końcu zasłużyliśmy na nowe zabawki. Niełatwo pracujemy, aby na debet kupić nowego smartfona, lub jeszcze większy telewizor.

Co jeszcze?

Konsumpcjonizm jest jednym. Drugie to treściwe życie produktów. Każdy z nas zapewne zauważył, że wiele urządzeń działa aktualnie tylko tyle, ile sięga okres gwarancji. Zaraz według nim urządzenie psuje się na tyle, że tej naprawa jest nieopłacalna. Ów proceder to planowane postarzane produktów - szczegółowo zaprezentowaliśmy go w artykule "Kup, zużyj, wyrzuć... i kup nowy".

Rewolucja po paliwach. Audi rozpoczęło pierwotnego produkcję z wody i CO2

W skrócie: producenci celowo tworzą tego rodzaju produkty, które po nazwanym czasie nie będą nadawały się do użytku. Klienci kupują, więc następne kompy, czy telefony. Interes się kręci. Ludzie mają fuchę. Gospodarka rośnie. Wszyscy istnieją zadowoleni.

No prawie wszyscy, bo zużyte telefony komórkowe, lodówki, czy pralki wówczas trujące odpady, które wyniszczą naszą planetę i powodują śmiertelne choroby. Jednak to dzieje się daleko, w jakimś miejscu w odległych Chinach, Indiach, czy Ghanie. Nas to nie obchodzi. Mamy w końcu nowego smartfona z nadal większym ekranem i milionami megapikseli. Przez chwilę istniejemy szczęśliwi, bo możemy uczynić sobie selfie i zgarnąć lajki na Facebooku.

Za te "lajki" płacą inni. Zanim kupiliśmy nowy smartfon, telewizor, pralkę, bądź lodówkę stary musiał się zepsuć lub po prostu znudzić. Wyrzucamy go do śmietnika. Pojemnik spod naszego własnego bloku zabiera ciężarówka. Jedzie tam, gdzie sprzęt wydaje się być selekcjonowany i pakowany do kontenerów. Te najczęściej jadą do portu i statkiem wysyłane są m. in. do Pakistanu, Ghany, Chin, czy Indii. Decydują na temat tym pieniądze. Dostawa zużytego komputera do Afryki kosztuje nieco ponad 2 dolary. Za recykling tego sprzętu w zachodnim kraju powinno się zapłacić około 30 dolarów.

Należy jednak nie zapominać, że dziś w Polsce znaczną część tzw. elektrośmieci przetwarza się. Po pierwsze stał się to bardzo opłacalny interes, bo ze przedmiotu można odzyskać wiele metali - np. z telefonów komórkowych komórkowych platynę, czy srebro. Po drugie w Ue rośnie świadomość ekologiczna, czego efektem są liczne prawo określające, jaki procent takich odpadków musi zostać przetworzony. I tak z plastikowych zabawek i telefonów i sprzętu AGD/RTV powstają nowe produkty. Niestety wciąż część tych "odpadków" trafia dzięki strych, do lasu bądź wysypisko.

Zalążek: Greenpeace, Basel Action Network Gdzie bogaty świat wywozi elektroniczne odpady?

Jak to wygląda?

Maria Huma, prezeska Fundacji Nabywaj Odpowiedzialnie podkreśla, że wyłącznie do portu Tema przy Ghanie każdego miesiąca nadchodzi 600 kontenerów załadowanych ekwipunkiem elektronicznym.

- Celnicy nie mają możliwości sprawdzić każdego urządzenia, aby ustalić, czy jest sprawne. Sprzęty są kupowane w dużych ilościach przez lokalnych biznesmenów, jacy mają nadzieję znaleźć pośród nich, chociaż kilka funkcjonujących lub nadających się do naprawy. Pozostałe lądują w ogromnym lokalnym wysypisku odpadki, razem ze wszelkimi odmiennymi odpadami - mówi Maria Huma i dodaje, iż oficjalnie, w Ghanie działa jedynie jeden zakład recyklingu, który zatrudnia trzy osoby.

- Jednak faktycznie od momentu 6, 3 do dziewięć, 6 tys. ludzi samodzielnie zajmuje się odzyskiem surowców wtórnych, aby zarobić na życie. Spędzają oni kompletne dnie na wielkich wysypiskach śmieci. Dorośli mężczyźni trudnią sie rozbiórką sprzętów. Starsi chłopcy pilnują ognisk, w których wypala się metal z kabli. Młodsze dzieci zbierają najdrobniejsze kawałki metali, przeoczone przez dojrzałych. Ze śmieci wybierane istnieją głównie miedź i aluminium. Kamienie skupowane są na miejscu przez pośredników, którzy zapewniają je do firm w porcie, które eksportują je do Chin, Dubaju - dodaje Huma.

Podłoże: greenpeace. org W Ghanie oficjalnie działa tylko jeden zakład recyklingu. Faktycznie m. in. wypalaniem metalu wraz z kabli zajmuje się setki osób

Międzynarodowe koordynacjekonfederacje, konfiguracje, federacje, instytucje, unie, technologie, hierarchie zajmujące się tym tematem od lat alarmują, hdy świadomość niebezpieczeństw związanych z elektroodpadami w biednych krajach wydaje się być bardzo niska. Podobnie wydaje się w Ghanie, która określana jest śmietniskiem świata.

- Do klinik w pobliżu wysypisk trafiają osoby wraz ze skaleczeniami, kaszlem, bólami głowy, problemami z oddychaniem, wysypkami i poparzeniami. Badania wykazują też podwyższone poziomy stężenia metali ciężkich we krwi ludzi działających na wysypiskach - objaśnia Maria Huma.

Nie tylko Ghana

Podobnie wydaje się w Pakistanie, Indiach jak i również Chinach. Istnieją tam wielkie miasta-wysypiska. - Chociażby po Guiyu, w południowych Krajach ponad 100 tys. osób pracuje w drobnych warsztatach przy odzysku surowców wtórnych, obok czym najbardziej zaawansowanym narzędziem, jakiego używają, jest wiertarka - mówi Maria Huma i dodaje, że katalogów praca to między innymi: rozbijanie monitorów, aby dostać się do miedzi w ich wnętrzu, rozlutowywanie układów scalonych na grillu, czy wypalanie metali z kabli oraz płyt głównych w otwartym ogniu.

- Całe rodziny zajmują się odzyskiwaniem złota z pozłacanych elementów przy użyciu kwasów, rozdrabnianiem i topieniem plastiku do ponownego wykorzystania, czy wybieraniem resztek tuszu do drukarek wraz ze starych tonerów przy pomocy rąk i pędzli. Zajęcia ów powodują pylicę, astmę, zatrucia metalami ciężkimi oraz większe prawdopodobieństwo zachorowania na raka - tłumaczy Maria Huma.

Źródło: Greenpeace / Natalie Behring Przy Chinach do 100 tys. ludzi prac przy odzysku elementów

Coraz więcej

Według danych United Nations University (Uniwersytet Narodów Zjednoczonych, czyli placówka badawcza ONZ, powołana w 1972 roku przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych) stare sprzęty z potraw czy łazienki stanowią sześcdziesięciu proc. z 41, 8 mln ton elektrośmieci, które zostały wytworzone na świecie w 2014 roku. Niestety tylko 16 proc. wyrzuconych przedmiotów zostało poddanych recyklingowi, an elementy ich tworzywa ponownie wykorzystano.

Góra śmieci z roku w rok jest i będzie większa. Więcej kupujemy, natomiast Ten sprzęt po paru latach trafi na śmietnik. Zdecydowana większość zużytych towarów nie zostanie prawidłowo przetworzona. Zamiast tego trafi do odwiedzenia jednego z biednych krajów, gdzie całe rodziny, także dzieci będą próbowały przy nieludzkich warunkach wydobyć wraz z nich to, co wartościowe, czyli złoto, srebro i miedź. Stracą przy tym zdrowie i zatrują kawałek swojego świata.

Źródło: United Nations University Globalna ilość elektrośmieci przy latach 2010-14 oraz prognoza na przyszłość

Bez recyklingu

Zdaniem Katarzyny Salus z Fundacji Kupuj Odpowiedzialnie zużyte lub zepsute sprzęty elektroniczne są zagrożeniem na rzecz środowiska naturalnego i stanu zdrowia ludzi. Dlatego trzeba je utylizować we właściwy strategia, czyli poddać procesowi unieszkodliwienia szkodliwych substancji (aby chronić środowisko) oraz procesom odzysku (aby nie marnować drogocennych surowców i energii).

- Jednak taka utylizacja wydaje się trudna i kosztowna. Zatem elektrośmieci często sprzedawane są do krajów - powiada Katarzyna Salus.

Zdaniem Bohdana Pękackiego z Greenpeace nawet w Unii Europejskiej, jaka jest światowym championem recyklingu, przetworzone jest jedynie 40 proc. elektrośmieci. Dla recenzje w USA, Kanadzie wydaje się to 12 proc.

Więcej GMO w Polsce? KE chce dać krajom większą swobodę

- Najczęściej elektrośmieci trafiają na "globalny rynek", czyli wbrew prawu lub półlegalnie wyjeżdżają spośród kraju, jako przeznaczone do odwiedzenia ponownego wykorzystania, a faktycznie trafiają na megawysypiska przy Afryce, czy Azji, w którym miejscu regulacje dotyczące recyklingu istnieją słabe, lub w praktyce nie istnieją - tłumaczy Bohdan Pękacki.

- Nam na starym kontynencie czasem ciężko jest uwierzyć, co tam się dzieje. Te tereny są dla tysięcy osób domami, miejscami pracy, spożywania posiłków, wychowania dzieci, które też pracują. W efekcie prymitywnej obróbki elektrośmieci, czyli np. poprzez spalanie do odwiedzenia gleby, wody i powietrza trafiają ogromne ilości szkodliwych substancji: arsenu, ołowiu, rtęci, dioksyn itd. Ich zgęszczenie w środowisku potrafi setki razy przekroczyć jakiekolwiek zasady - twierdzi Pękacki.

Pięć lat od klęski w Zatoce Meksykańskiej. BP zapłacił 43 mld dolarów

Brak odpowiedzialności

Zdaniem Pękackiego problem zatruwania biednych państw i ich mieszkańcówrezydentów elektrośmieciami wynika m. in. z tego, że producenci sprzętów nie biorą odpowiedzialności za "drugie życie" swych towarów.

- Nie zaakceptować sprzyja to rozwiązaniu zagrożeń. Producenci celowo przyśpieszają cykl życia produktów, żeby móc wprowadzać na rynek kolejne modele smartfonów, czy notebooków. Ilość elektrośmieci rośnie, a na dodatek nie można zobaczyć oznak tego, żebyśmy globalnie wyhamowywali z ich wytwarzaniem - dodaje.