COP24: Rząd i prezydent o węglu i klimacie a mianowicie ocena ekspertów

Wyborcom świeczkę, zaś reszcie ogarek. Jak rząd i prezydent uprawiali politykę na najważniejszym szczycie klimatycznym ostatnich lat

Wszyscy, którzy słuchali uważnie wypowiedzi kierujących w trakcie trwania szczytu klimatycznego COP24 w Katowicach, mają prawo być co najmniej zdezorientowani. Szczyt, jakiego Polska jest gospodarzem, możemy określić mianem najważniejszego internacjonalnego wydarzenia poświęconego zmianom klimatycznym od czasów konferencji w Paryżu. Wykonywana jest tuż według tym, jak ukazał się najnowszy raport IPCC, z którego jasno wynika, hdy by powstrzymać skutki ogólnego ocieplenia, rządy na całkowitym świecie muszą podjąć bezzwłoczne, szeroko zakrojone działania w niespotykaną dotychczas skalę. COP24 jest niezwykle istotny, ponieważ państwa z całego świata mają na nim stwierdzić konkretne działania, zasady jak i również ramy czasowe, które pozwalają wdrożyć to, co ustalono w Paryżu w pierwszej globalnej umowie klimatycznej.

Tymczasem nasz prezydent, premier i ministrowie w czasie konferencji uprawiali politykę. A ci, którzy ich słuchali, mają prawo nie wyłącznie czuć dysonans, ale i także głowić się, czy aby w pewno władze rozumieją wydarzenie, które jest wyzwaniem dla globalnej, nie tylko polskiej, chińskiej czy amerykańskiej, społeczności.

COP24 w Katowicach

Prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki na rady próbowali wykreować wizerunek Polski jako kraju, który włącza się w wysiłki powiązane z powstrzymaniem globalnego ogrzania, więcej jeszcze jest w wybranych dziedzinach liderem (dynamika spadku emisji i elektromobilność). Padały stwierdzenia zarówno oderwane od momentu rzeczywistości, jak i słowa świadczące o tym, hdy przynajmniej w pewnym zakresie wiedza o katastrofalnych rezultatach, jakie przyniesie ocieplenie Gleby, dotarła i do nich (prezydent Duda wspomniał nawet w swoim wystąpieniu o tegorocznej suszy w Polsce).

Foto: grafika: Mariusz Olszewski, Fot. East News/Reporter / Business Insider Polska

Ale gdy światła reflektorów w szczycie zgasły i należy było wystąpić przed takimi, których głębokie zmiany strategii energetycznej dotkną najbardziej, rządzący całkowicie zmieniali ton. Prezydent Duda i b. premier Beata Szydło zapewniali, iż węgiel to nasz największy skarb i mówili rzeczy stojące w sprzeczności z wizerunkiem kraju gotowego do odwiedzenia walki z klimatyczną katastrofą.

- Myślę, iż jeśli chodzi o przytomność co do wagi kłopotu, to rządzący ją mają, a przynajmniej nabyli ją w ciągu ostatnich latek, bo dostrzegli, że polityka klimatyczna Unii jest na serio. Widzą też przebiegi zachodzące na poziomie globalnym – mówi w rozmowie z Business Insider Nasz kraj Aleksander Śniegocki, kierownik pomysłu Energia i Klimat w WiseEuropa.

- Prócz tym wiedzą, że kopalnictwo ma problemy z konkurencyjnością i nie da się ich naprawić tak, aby na stałe ustabilizować kondycję w branży. Wszystkie ów rzeczy docierają do kierujących, niezależnie od tego, z jakiego są obozu politycznego. Oni codziennie muszą się konfrontować z rzeczywistością – dodaje Śniegocki.

Zmiana klimatu - słowa jak i również czyny

Zwraca uwagę, że widać tutaj różnice zdań – te resorty, które pochłaniają się całą gospodarką jak i również odpowiadają za dobrobyt wszelkich obywateli, raczej nastawiają się na stopniową transformację, koncentrując się na tym, jakim sposobem zarządzać zmianami.

– Ale mamy i ów obszar, który będzie w największym stopniu dotknięty – ten, który najmocniej musi się zmienić, i resort za ten obszar odpowiedzialny – Ministerstwo Energii, mocno się podpiera. Komunikuje, że zmiany nie będą wcale tak prawdziwe i stara się hałasuje odkładać podczas. Aczkolwiek i tutaj nie da się utrzymywać w nieskończoność obrazu gospodarki stojącej w węglu – mówi Śniegocki.

Problem w tym, że nawet gdybyśmy wrzucili wypowiedzi ministrów, premiera jak i również prezydenta z ostatnich tygodni do worka z napisem "Polityka" i zamiast dzięki słowach, skupili się dzięki czynach, to i te czyny nie napawają optymizmem.

- Narzędzia, które proponuje rząd, nie posiadają wiele wspólnego z wizją europejską. A przecież dysponujemy zobowiązania wobec UE, wiążą nas chociażby cele tyczące poprawy efektywności energetycznej, progresu źródeł odnawialnych czy wzory dotyczące emisyjności poszczególnych technologii – mówi Śniegocki. I dodaje:

To będą unijne regulacje oddziałujące w nas wprost. Ponadto poprzez brak odpowiednich krajowych działań inwestorzy w energetyce odrzucić wiedzą do końca, w co inwestować. Niskoemisyjne rozwikłania się nie opłacają, ponieważ rząd je blokuje albo regulacjami opóźnia i zakłóca odpowiednie zmiany, a swoją drogą mamy źródła tradycyjne, węglowe – tu z kolei mamy presję regulacji europejskich. Dysponujemy np. ustawę antywiatrakową. Branża byłaby bardzo chętna rozwijać farmy wiatrowe na kontynencie, natomiast to się dzieje w bardzo ograniczonym obszarze, bo jest blokada regulacyjna.

Potrzeba głębokiej transformacji

O słowa rządzących zapytaliśmy także Joannę Flisowską, koordynator ds. polityki węglowej z Climate Action Network Europe. Flisowska podkreśla, że wielokrotne powtarzanie, że Polska węglem stoi i stać będzie, wydaje się w ewidentnym konflikcie z działaniami na rzecz kolorytutonu.

- Nasi politycy chcą mieć ciastko jak i również zjeść ciastko. Z 1 strony mówią o węglu, z drugiej chcą się wykreować, tutaj, na swoim podwórku, jako lider prac dla klimatu. Tylko hdy działanie na rzecz klimatu wymaga tego, żebyśmy przeszli głęboką transformację energetyczną jak i również zaczęli ograniczać emisje, co oznacza, że Polska powinien zacząć odchodzić od węgla – mówi Joanna Flisowska.

Uzasadnionym pytaniem emituje się to, do kogo mówili prezydent, premier jak i również ministrowie na COP24 i wydarzeniach niezwiązanych z nim, ale odbywających się podczas trwania szczytu, wiedząc prawdopodobnie, że ich publiczne wystąpienia będą śledzone w tymże czasie szczególnie uważnie.

Co Polacy myślą na temat globalnym ociepleniu

W badaniu CBOS-u, przeprowadzonym na koniec 2014 roku, trzy czwarte Polaków przyznało, że zmiany klimatu będą zagrożeniem, przy czym około 1-a piąta postrzegała je w charakterze jedno z największych niebezpieczeństw współczesnej cywilizacji, a nieomal trzy piąte – w charakterze jedno z wielu zjawisk niebezpiecznych.

W kwietniu 2016 roku CBOS zapytał natomiast Polaków o weryfikację bezpieczeństwa i perspektywiczności różnorodnych źródeł energii (węgla, ropy naftowej, gazu ziemnego, paliwa jądrowego i odnawialnych źródeł energii). Zdecydowanie najwyżej badani ocenili OZE - i w wymiarze bezpieczeństwa, i perspektywiczności. Najniższe oceny, szczególnie w wymiarze przyszłościowym, zebrały ropa naftowa i węgiel – tylko mniej aniżeli dwie piąte badanych upatrywało wtedy szansy na rękojmia Polsce bezpieczeństwa energetycznego po wykorzystaniu ropy naftowej, nadal mniej osób stawiało w tym kontekście na węgiel.

CBOS zapytał także Polaków, czy ocieplenie kolorytutonu, emisja dwutlenku węgla do odwiedzenia atmosfery i związane z tym zagrożenia środowiska naturalnego wówczas ważny czy też niewiele ważny problem. 74 proc. respondentów odpowiedziało, że bardzo ważny.

Foto: CBOS / CBOS Foto: Polacy na temat źródłach energii, polityce energetycznej i stanie środowiska, CBOS, Warszawa 2016

– To, jakie możliwości rządzący starali się uzyskać w ostatnich tygodniach, wówczas była jakaś próba uśpienia. Natomiast trzeba pamiętać, że dziś jest znacznie duże zrozumienie problemu zmian pogodowych, niż było jeszcze 5 lat temu podczas narady klimatycznej w Warszawie – podkreśla Joanna Flisowska. - Opinia publiczna wiele się od tego czasu nauczyła i społeczeństwo ewidentnie – jak pokazują badania – popiera tę transformację energetyczną. To, czego teraz potrzeba to, by nie zaakceptować zostawiać tej kwestii wyłącznie w rękach polityków, wyłącznie aktywnie domagać się prac od rządu – daje.

Jej zdaniem powinno się zrewidować draft polityki energetycznej Polski do 2040 r., który w obecnej postaci jest nieakceptowalny.

- Taka strategia długofalowa wydaje się być oczywiście Polsce bardzo potrzebna, ale ona powinna zakładać stopniowe odchodzenie od węgla z rozwojem odnawialnych źródeł energii, w tym lądowych farm wiatrowych, które mają ogromny potencjał, i okazać się zgodna z unijnymi planami dekarbonizacji do 2050 roku kalendarzowego. Powinno pojawić się także wsparcie prosumenta i efektywności energetycznej, by przede wszelkim ograniczać zużycie energii przy Polsce – mówi Flisowska.

Podkreśla też, że potrzeba programu na rzecz sprawiedliwej transformacji tak, by wesprzeć te regiony i społeczności, które mogą na niej stracić.

- Rząd powinien z nimi zacząć rozmawiać o realiach. Bo w tej czasie to, co się dzieje, to mydlenie oczu. Rząd nie mówi o naszym, co będzie się robić szydełkiem. Udział węgla w energetyce będzie musiał być ograniczony, chociażby z powodów ekonomicznych. Tymczasem czeka się wraz z rozpoczęciem dialogu z ludźmi, które będą dotknięte zmianami. Zmianami, które są nieuchronne. Gdyby przygotować jak i również przedstawić im długofalowe zamiary, można by przejść tę transformację w drodze konsensusu – mówi Joanna Flisowska.

Zmiany w energetyce nieuniknione

O tym, że odmian nie da się uniknąć oraz że nie możemy sobie pozwolić na kontynuowanie strategii, w następstwie której nie zmniejszamy, a wręcz zwiększamy emisję gazów cieplarnianych do atmosfery, mówił też niedawno na spotkaniu w Warszawie prof. Czołgi Molina, wybitny chemik atmosfery, nagrodzony w 1995 roku nagrodą Nobla. Molina obok temacie zmian klimatu współdziałał z prezydentem Barackiem Obamą.

- Pojawiają się nowe technologie, których wykorzystanie nie wymaga poświęcenia. Można utrzymywać wzrost ekonomiczny jak i również jednocześnie zmniejszać emisje cieplarniane – mówił Molina dzięki spotkaniu zorganizowanym przez Środku Nauki Kopernik i PAN. - Są metody na gromadzenie energii wraz z źródeł odnawialnych. Nowa prokreacja elektrowni atomowych jest w dużym stopniu bardziej bezpieczna niż dawniejsze. Mamy więc wiele możliwości i powinny być ów lampy rozważane, biorąc pod uwagę problem, z którym się mierzymy – wskazywał.

Bank Światowy w zaprezentowanym na CO24 raporcie twierdzi, że Polska mogłaby przyswajać ambitny cel zwiększenia udziału źródeł odnawialnych w produkcji energii do niemal pięćdziesiąt proc. do 2030 r. i zmniejszenia udziału węgla do poziomu poniżej czterdzieści proc. (obecnie jest to 80 proc. ). Oszacował, że koszt realizacji takiego scenariusza, byłby wyłącznie o 7 proc. lepszy niż koszt planowanej poprzez rząd transformacji energetycznej.

Zobacz też: Stanie się pomoc publiczna na restrukturyzację górnictwa. Jest podpis prezydenta

Z twierdzeniem, że nie stać nas – Lokalny – na rewolucję energetyczną, które przewija się również często w wypowiedziach polityków, nie zgadza się także Aleksander Śniegocki.

- To absolutnie nieprawda. Produkcja energii elektrycznej to jest około 2 proc. PKB. Generalnie kwestia kosztów przemian w energetyce jest poprzez polityków przeceniana. I tak, i tak ceny prądu muszą wzrosnąć, gdyż trzeba zbudować nowe moce wytwórcze, które zastąpią stare. Jeśli chodzi o odchodzenie od czasu węgla szybsze, niż planuje rząd, to faktycznie wydaje się być tak, że wychodzi to nieznacznie drożej przy zachowawczych założeniach dotyczących przyszłych opłat energii oraz uprawnień do odwiedzenia emisji. Jest to aczkolwiek scenariusz bezpieczniejszy, bo trwały na dalsze szoki związane z zaostrzaniem polityki klimatycznej czy wahaniami na rynkach paliw. Jeśli już zainwestujemy w źródła odnawialne i poniesiemy koszty ich wybudowania, to w zasadzie w kolejnych latach nie powinniśmy się martwić o nietrwałość cen paliw, np. wówczas, że węgiel zdrożeje lub że niekorzystnie zmieni się sytuacja na rynku gazu – mówi Śniegocki.