GetBack - czy afery dało się uniknąć. Działania KNF

Afera z GetBackiem wówczas dowód na nieudolność organów państwowych. Resort finansów deklaruje zmiany

W ubiegłym r. jeden z inwestorów zwrócił się do KNF z zapytaniem o obligacje GetBacku. W odpowiedzi Komisja poinformowała go, że nie sprawuje nadzoru nad prywatnymi propozycjami papierów wartościowych. Dziś, gdy okazuje się, że wówczas właśnie oferty prywatne dawny dla windykatora głównym pomysłem pozyskiwania kapitału, wnioski nasuwają się same: mechanizmy nadzorcze na terytorium polski znów okazały się nieudolne. Co na wówczas resort finansów? Zapewnia, iż podjął już kilka inicjatyw legislacyjnych i analizuje dalsze kroki.

- Kwestia GetBacka dosadnie wskazuje, iż można formalnie przestrzegać regulacji prawa i regulacji branży w stopniu wystarczającym do tego, aby nie wywierać czujności urzędu, ale i tak doprowadzić do olbrzymiej i spektakularnej straty. Objawia się więc pytanie, bądź Komisja mogła wcześniej użyć narzędzi nadzorczych, mających dzięki celu chociażby ustalenie, czy taka skala i formuła sprzedaży obligacji nie przewodzi do obejścia przepisów na temat ofercie publicznej – frapuje się Łukasz Zalewski, radca prawny i wspólnik przy Kancelarii Matczuk Wieczorek i Wspólnicy.

Czytaj również: GetBack ma już ponad 90 mln zł długu wobec inwestorów. "Lawina ruszyła"

Dla kogo obligacje GetBacku

Dla przypomnienia: GetBack przejawia poważne problemy z płynnością. W czwartek (26 kwietnia) spółka przyznała, że dzierży już ponad 90 mln zł długu wobec udziałowców. KNF złożyła do Prokuratury Krajowej zawiadomienie o możności popełnienia przestępstwa manipulacji wiadomością. Wszczęła też postępowanie administracyjne, bo podejrzewa, że GetBack podał nierzetelne informacje w sprawozdaniach finansowych. Ale wówczas wszystko niestety po fakcie, kiedy problem nabrał medialnego i politycznego rozgłosu.

A sprawa jest istotna, bo windykator ma do wykupu obligacje o łącznej wartości aż 2, 6 mld zł. Zainwestowało przy nie ponad 9 tys. przysłowiowych Kowalskich i 178 instytucji finansowych. Tymczasem, zabierając pod uwagę, że większość emisji GetBack uplasował w ofertach prywatnych, proporcje powinny być odwrotne. Dlaczego?

Bo oferta własna to oferta papierów drogocennych skierowana do maksymalnie 149 imiennie wskazanych osób i co do zasady zawodowych inwestorów. W ofercie prywatnej nie trzeba sporządzać prospektu emisyjnego i zatwierdzać go w KNF. Innymi słowy: jest to pewnego rodzaju emitowanie „po cichu”, przeznaczona gwoli wąskiego grona odbiorców. Zatem, jak to się stało, że papiery te trafiły pod spodem strzechy? I dlaczego KNF nie reagowała?

- Zbieranie wiedzy o emisjach prywatnych, przyglądanie się rynkowi pod tym kątem, jest czymś koniecznym. KNF posiada możliwości, by takie statystyki prowadzić. Jeżeli ofert wydaje się być stosunkowo niewiele, to wtedy nadzór może zakładać, hdy rzeczywiście są one dedykowane wąskiej grupie wybranych akcjonariuszy. Jeżeli okazałoby się jednakże, że takich emisji prywatnych jest dużo, to wtedy powinno pojawić się posądzenie, że jest to próba obejścia ustawy o ofercie publicznej – ocenia Stanisław Kluza, były minister finansów i pierwszy przewodniczący Komisji Dozoru Finansowego w latach 2006–2011.

Biorąc pod atencję, że od września 2017 r. do marca 2018 r. (zaledwie 6 miesięcy) zadłużenie GetBacku z tytułu emisji obligacji zwiększyło się z 1, 7 do odwiedzenia 2, 6 mld zł, a zatem o 0, 9 mld zł, możemy się domyślić w jak na przykład błyskawicznym tempie i wraz z jaką częstotliwością oferty ów były plasowane w branży. A to przykra konstatacja, bo pokazuje, że GetBack formalnie przestrzegał prawa, a w praktyce działał dzięki jego granicy. Z drugiej strony wydaje się być regulator, który mógł wykazać się czujnością, ale tegoż nie zrobił.

Warto pamiętać, że GetBack odrzucić emitował wyłącznie obligacje po ofertach prywatnych. To wydaje się być firma, która zarządza przecież funduszami sekurytyzacyjnymi wielu TFI (nadzorowanych). Spółka wywodzi się też z grupy kapitałowej, będącej pod ścisłą kontrolą KNF, przechodziła przekształcenia własnościowe i w końcu również prowadziła ofertę publiczną. Okazji do tego, by GetBacka solidnie prześwietlić Komisja miała wiele. I pytanie, czy gdyby wcześniej spośród nich skorzystała, to dzisiaj skala problemu byłaby mniejsza, jest raczej retoryczne.

Nierzetelne sprawozdania

W komunikacie KNF poinformowała, że wszczyna wobec GetBacku postępowanie administracyjne w sprawie m. in. nierzetelnego sporządzenia raportów za 3 ostatnie kwartały 2017 r.. To ciekawe, zważywszy, hdy sprawozdanie za pierwszy kwartał ubiegłego roku to referat z prospektu emisyjnego, natomiast zatem zatwierdzonego przez KNF (przypomnijmy, że GetBack zadebiutował na giełdzie w lipcu 2017 r. ). Czy to oznacza, że wtedy Komisja nieprawidłowości nie dostrzegła?

- Istnieje przekonany zakres informacji, które istnieją obowiązkowe do umieszczenia przy prospekcie. KNF bada lub wymagane ustawą informacje się tam znalazły. I znacznie ma to wymiar formalny. KNF nie jawi się być audytorem i biegłym rewidentem poszczególnych firm. Jeśli ktoś sfałszował ilości, to Komisja na naszym etapie nie jest w stanie tego wychwycić. To wydaje się rola audytora spółki – zauważa Stanisław Kluza.

Jego zdaniem tym tematem powinna się zająć Komisja Nadzoru Audytowego, która operuje pod auspicjami Ministerstwa Zasobów. To ona powinna zbadać, czy nie doszło np. do fałszerstwa. Czy ryzyka, które się dziś zmaterializowały, zostały w odpowiedni sposób ujęte przez audytora, innymi słowy firmę Deloitte. Stanisław Kluza wskazuje:

Nadzór ma zaufanie do czynności wykonanych przez audytora. W mojej ocenie tu pojawia się pytanie, czy ci, którzy wykonywali sprawozdania z aktywności podmiotu w ostatnich kwartałach, dopatrzyli się ryzyk. I jeżeli się ich odrzucić dopatrzyli, to czy wynikało to z powodów formalnych, czy jest tu jednakże jakieś niedopełnienie obowiązków. Natomiast to powinna zbadać Komisja Nadzoru Audytowego.

Jak usprawnić nadzór?

Afera spośród Getbackiem ponownie przypomniała, że nadzór finansowy w Naszym kraju nie działa sprawnie. Być może powodem jest brak odpowiednich narzędzi? Być ma możliwość należałoby rozszerzyć kompetencje nadzorcze KNF również o oferty prywatne papierów wartościowych?

- Ten przypadek nie powinien skłaniać do wniosku, że należy wyeliminować z rynku emisje prywatne. Ale prawda jest taka, że dziś nie wszystko funkcjonuje w nich tak, jak na przykład należy. Moim zdaniem trzeba doprecyzować kryteria emisji niekomercyjnych, żeby stan prawny jak i również stan faktyczny się pokryły. Należałoby rozważyć nad zapoczątkowaniem progów, np. ilościowych lub kwotowych. Pytanie o bariery racjonalności, a nadzór wydaje się być od tego, by tychże granic poszukiwać – mniema Stanisław Kluza.

Dobre zmiany niesie za sobą ustawa z dnia 1-wszą marca 2018 r. na temat zmianie ustawy o obrocie instrumentami finansowymi. Zgodnie spośród nowymi przepisami usługą przedkładania instrumentów finansowych jest w tej chwili nie tylko proponowanie bezpośredniego zakupu akcji czy obligacji, ale również np. prezentowanie informacji o papierach i warunkach ich nabycia, stanowiących wystarczającą podstawę do podjęcia decyzji inwestycyjnej. Czy to zwiększy bezpieczeństwo?

- Na pewno przepisy znacznie ograniczą aktywność podmiotów, które nie posiadają zezwolenia dzięki oferowanie papierów wartościowych, lecz funkcjonują w szarej zonie umów marketingowych, czy odmiennych konstrukcji pozwalających napędzać kontrahenta do instytucji finansowej. Siatkę pojęć ustawy bardzo istotnie doprecyzowano, włączając dokładnie w ich zakres szeroko rozumiane czynności w obrębie promocji, marketingu i innego rodzaju form zachęcania do nabycia produktu finansowego – wskazuje Łukasz Zalewski.

Ekspert zwraca jednak uwagę, że to jest wyłącznie sfera dystrybucji. - Stale otwarte pozostaje pytanie, po jaki sposób w świetle nowych przepisów wykorzystywane są zarówno dotychczasowe, jak i również świeże narzędzia nadzorcze i czy nadzorca będzie w dzieje interweniować zawczasu i uniemożliwiać podobnym sytuacjom. Dziś trudność bowiem polega na naszym, że ani nie powstrzymuje, ani nie leczy – uważa Łukasz Zalewski.

Zmiany bez konkretów

Zapytaliśmy na temat problem GetBacku Ministerstwo Finansów. Resort w odpowiedzi zapewnił, że szczegółowo analizuje pojawiające się informacje związane z działalnością windykatora i emitowanymi przez niego instrumentami finansowymi.

- Wszelkie ujemne zjawiska zachodzące na rynku kapitałowym mogą doprowadzić do utraty zaufania dodatkowo sektorze, a tym samym wywrzeć wpływ niekorzystnie na jego postęp. Z tego też względu Ministerstwo wyraża nadzieję, że zaistniała sytuacja zostanie dokładnie wyjaśniona przez Komisję Przeglądu Finansowego oraz Prokuraturę Krajową. Ze swej strony Ministerstwo Finansów podjęło kilka inicjatyw legislacyjnych oraz analizuje dalsze kroki, mające na zamysle ochronę konsumenta na branży finansowym – deklaruje resort finansów.

O które to inicjatywy chodzi? Niewiele artykułów. Resort wyjaśnia, że w reakcji na niektóre zjawiska zachodzące na rynku obligacji korporacyjnych Ministerstwo Finansów rozpoczęło prace analityczne zmierzające do zmian w obowiązującej ustawie z dnia 15 stycznia 2015 r. o obligacjach.

- Przykładowo wolno wskazać na potrzebę eliminacji konfliktu interesów w sprawy pełnienia funkcji administratora zabezpieczeń ustanowionych na potrzeby emitowanych obligacji przez podmiot powiązany z emitentem oraz przymus określenia celu emisji obligacji, tak aby nabywca obligacji miał pełną wiedzę o sposobie wykorzystania pożyczonych od niego środków, co umożliwi inwestorom na dodatkową weryfikację prawdopodobieństwa zwrotu z inwestycji – wyjaśnia resort zasobów. I dodaje:

Równolegle w Ministerstwie Finansów trwają analizy co do rozszerzenia regulacji dotyczących monitorowania branży finansowego i możliwości interwencji nadzorcy w zakresie oferowanych towarów zbiorowego inwestowania oraz ubezpieczeniowych produktów inwestycyjnych wynikających spośród rozporządzenia co do dokumentów zawierających kluczowe informacje, dotyczących detalicznych produktów zbiorowego inwestowania jak i również ubezpieczeniowych produktów inwestycyjnych (unijne rozporządzenie PRIIPS) na pozostające produkty oferowane konsumentom w polskim rynku finansowym.

O co chodzi? Od 1 stycznia 2018 r. niektóre instytucje jak banki, ubezpieczyciele, czy TFI zobowiązane są do stosowania Rozporządzenia PRIIP (ang. Packaged Retail and Insurance-based Investment Products). W myśl przepisów zobowiązane są do opracowania aktów zawierających kluczowe informacje (ang. key information documents, tak zwanym. KIDs) o oferowanych wytworach.

W okresie 2018-2019 Rozporządzenie będzie stosowane po odniesieniu do np. lokat strukturyzowanych, funduszy zamkniętych (FIZ), czy UFK. Od 2020 roku obejmie także fundusze inwestycyjne otwarte (FIO i SFIO). Dokument ma zaopatrywać klientowi jak najwięcej mądrości na temat danego produktu i ma być mu przekazany przed zawarciem dokumenty urzędowe.

- Ministerstwo Finansów analizuje również modele dozoru funkcjonujące w innych państwach UE w kontekście posiadanych uprawnień przez organ nadzoru do podejmowania działań przy zakresie ochrony konsumentów – deklaruje resort.

Resort stawia na edukację Polaków

Ministerstwo Finansów deklaruje, że podejmuje działania zmierzające do podniesienia poziomu wiedzy finansowej i edukacji ekonomicznej Polaków.

- Należy tu nadmienić o uzupełnieniu podstawy programowej kształcenia ogólnego dla liceum ogólnokształcącego, technikum i branżowej szkoły II stopnia. Aby uczniowie mogli podejmować dobrowolne decyzje finansowe w dorosłym życiu powinni oni mieć wiedzę dotyczącą instytucji funkcjonujących na rynku finansowym i znać zasady bezpiecznego używania usług finansowych przez posprawdzanie mechanizmów i zjawisk znajdujących się na rynku. Zaproponowane zadania dotyczą też praw konsumenta i umiejętności zarządzania finansami osobistymi – wyjaśnia resort finansów.